Newsletter

Zamów naszego newslettera



Turcja od A do Z PDF Drukuj Email
Wpisany przez Tomasz Mucha   
Poniedziałek, 07 Wrzesień 2009 09:33
Czyli alfabet styku Azji i Europy. W przypadku tego kraju jedno jest pewne. Kandydat do pozycji "A" jest wręcz oczywisty.

A – jak Ataturk. Jeżeli widzimy gdziekolwiek w Turcji złote popiersie, najprawdopodobniej będzie to On. Jeżeli ze ściany sklepu spogląda na nas portret bladego Draculi w futrzanej szubie, z pewnością mamy do czynienia z Wielkim Reformatorem. Mustafa Kemal Ataturk w początkach XX wieku poczynił kilka radykalnych kroków, które zbliżyły Turcję do Europy. Pomijając takie oczywistości, jak wprowadzenie alfabetu łacińskiego w miejsce arabskiego, zmusił też Turków do używania nazwisk. Sam, z właściwą sobie skromnością przybrał nazwisko oznaczające ni mniej ni więcej tylko „Ojca Narodu”. Mamy tu do czynienia z pierwszym w historii nazwiskiem zastrzeżonym – nikomu nie wolno go już używać.

B – jak bazar. Prawdziwy turecki bazar ulokowany jest w jakimś tajemniczym zaułku miasta. Rozpoczyna się rano i znika przed południem, zanim kupców zdąży wypalić słońce. Bazar dla leniwych, śpiących do południa turystów znajduje się w centrum Istanbułu i zwie się Kapali Carsi (Grand Bazaar). Jeżeli już tam się znajdziemy, warto pamiętać o dwóch podstawowych zasadach: „połowa ceny, to dobra cena” oraz „rozrywka przede wszystkim”. Targowanie się jest nieodłącznym elementem zakupów i może dostarczyć sporo radości. Nawet jeśli na końcu okaże się, że kupiliśmy chustę z kaszmiru chociaż potrzebowaliśmy chusteczek do nosa. I nie mamy pojęcia co to kaszmir.

C – jak czaj. Herbata innymi słowy. W Turcji w niczym nie przypomina ona ekspresowej lury z torebek. Turecka herbata to mocny i aromatyczny napój podawany w małych, lekko wydętych u dołu czarkach. Samowar stanowi obowiązkowe wyposażenie każdego sklepu, urzędu i domu.

D – jak drogi. Tureckie autostrady są dobre i tanie. Możnaby powiedzieć, że to taka uboższa wersja Niemiec, gdzie autostrady są doskonałe i za darmo. Tylko w takim razie gdzie w tym porównaniu znajduje się Polska? W Turcji szczególnie widowiskowa jest szosa czarnomorska między Samsunem a Trabzonem. Z prawego pasa na plażę jest miejscami dosłownie kilka kroków. Na koniec warto wspomnieć o jednym haczyku. Tureckie paliwo jest koszmarnie drogie. 6,50 zł za litr benzyny powoduje, że mało kto jeździ samotnie.

E – jak Europa. Tureccy politycy widzą tam swój kraj. Europejczycy przyjeżdżają tu od Europy odpocząć.

F – jak fajka wodna. Nargila. Turecki sport narodowy. Gdyby istniały mistrzostwa w paleniu, w finale zagrałyby ekipy z Turcji i Egiptu. Transmisja w TV bezcelowa – kłęby dymu równie dobrze można zobaczyć w Nowej Hucie i na Śląsku.

G – jak gościnność. Im dalej na wschód tym lepiej. Czyli im dalej od Europy. W azjatyckich regionach Turcji nie jest niczym dziwnym zaproszenie przypadkowego przechodnia z plecakiem na herbatę, czy arbuza. Intencje są szczere, ludzie uczciwi, a świat taki, jaki powinien być. Chociaż rośnie już młode pokolenie biegające za turystami z okrzykiem „Money, Money”.

H – jak hamam. Turecka łaźnia. Powinna być kopulastym budynkiem, gdzie za parę groszy możemy się odświeżyć i pozbyć podróżnego brudu. Powinna być. Jeżeli nazywa się „Turkish Bath” najpewniej nie jest. Zwłaszcza, jeśli chodzi o wspomniane „parę groszy”.

I – jak internet. Powszechnie występuje w formie kafejek. Łącza są szybkie, wnętrza klimatyzowane, a każda cena wyższa od 1 liry za godzinę to wyzysk i oszustwo. Uwaga na tureckie klawiatury, a zwłaszcza dwie różne litery „i”.

J – jak języki obce. Bądźmy szczerzy. Są obce. I z pewnością nie tak doskonałe jak turecki. Zwłaszcza, iż według Turków ich mowa ma tą magiczną właściwość, że w połączeniu z bogatą gestykulacją, rozumieją ją wszyscy cudzoziemcy. W tej sytuacji na tureckie pytania najlepiej odpowiadać po polsku. Bogato gestykulując rzecz jasna.

K – jak kebab. I kefir. Kebab może przybrać rozmaite formy – od skrawków mięsa zawiniętych w cienkie pieczywo po mielone mięso smażone na rożnach w kształcie szabli. Kebab, żeby był dobry wcale nie musi kosztować więcej niż sześć lir. Kefir jest solony i dobry, a mówi się na niego „ayran”.

L – jak lato. Pora roku, kiedy Europejczyk najczęściej przyjeżdża do Turcji. Prosto w objęcia 40-stopniowego upału. W odróżnieniu od marnych polskich 30 stopni.

M – jak muezin. Kiedy już europejskie oko przyzwyczai się do strzelających w niebo wież meczetów, pora przyzwyczaić europejskie ucho do śpiewu muezina. Muzułmanin powinien modlić się do Allaha pięć razy dziennie i przypomina mu o tym wezwanie płynące z niebios (a przynajmniej minaretu). W większych miastach śpiewne adhan z różnych świątyń nakładają się na siebie i tworzą bardzo osobliwe brzmienie.

N – jak Noe. Patriarcha, którego Arka osiadła po potopie na Araracie. Przynajmniej tak z pewnością nazywałaby się ta góra, gdyby leżała w Armenii. Zrządzenie losu sprawiło jednak, że ośnieżony pięciotysięcznik znajduje się obecnie w granicach Turcji i oficjalnie nazywa się Agri Dag. Bo tak.

O – jak Ormianie. Temat zamknięty, podobnie jak granica Turcji z Armenią. Jedno i drugie Turcja być może otworzy, kiedy zmusi ją do tego kandydatura do Unii Europejskiej. Jak na razie jednak takie inicjatywy, jak pomnik zgody turecko-ormiańskiej w pogranicznym Karsie kończą się co najwyżej odwołaniem burmistrza. A Turcja jest w Unii tak czy inaczej, okupując część jej terytorium na Cyprze.

P – jak podboje. Być sąsiadem Turcji zazwyczaj oznacza, że przynajmniej raz zostało się podbitym przez Turków. Ewentualnie pozostawało się z nimi w stanie wojny. Dotyczy Bułgarii, Armenii, Grecji, Iraku, Iranu, Syrii, niestniejącego formalnie Kurdystanu i niestniejącego z powodu tureckiego podboju Cesarstwa Bizantyjskiego. Pomnikiem zwycięstwa nad tym ostatnim była przekształcona w meczet katedra Haga Sofia. W latach 30. XX wieku Ataturk uczynił z niej muzeum. Dziś odzyskane chrześcijańskie mozaiki wśród arabskojęzycznych inskrypcji dają pewne pojęcie o zagmatwanej historii tej części świata.

R – jak ramadan. Lub ramazan, jak mówią Turcy. Miesiąc postu w muzułmańskim kalendarzu upamiętniający objawienie Mahometowi przez archanioła Gabriela pierwszych wersów Koranu. Patrząc europejskim okiem – post i karnawał w jednym. W okresie ramadanu muzułmaninowi nie wolno jeść, ani pić od świtu do zmierzchu. Co oznacza, że wraz z nadejściem zmroku całe miasta gromadzą się na rynkach i skwerach na wspólny posiłek i spotkania. Tegoroczny ramazan kończy się 19. września, więc została jeszcze chwila by go doświadczyć.

S – jak samochód. Turek zazwyczaj jest bardzo przywiązany do swoich czterech kółek. Wszystko jedno czy to paliwożerny potwór przywieziony z Niemiec, prastare renault 19, firmowy dostawczak, czy 16-kołowy TIR. Ponieważ 16 to cztery koła razy cztery, a więc swojego rodzaju doskonałość, kabina TIRa jest zazwyczaj misternie przystrojona dywanikami, firankami, frędzlami i amuletami na szczęście. I chociażby z tego powodu warto przejechać się turecką ciężarówką.

T – jak toaleta. Symboliczne rozstanie z europejską toaletą dokonuje się już na bułgarsko-tureckiej granicy w Kapikule. W tamtejszym WC (za 1 lirę) ziemia niczyja rozgranicza rząd sedesów i „stóp Lenina”, jak przywykło się określać to zjawisko w krajach Paktu Warszawskiego. Od tej pory turysta potrzebuje mocnych ud i własnego papieru toaletowego. Nie obowiązuje w hotelach, drogich knajpach i na niektórych stacjach benzynowych.

U – jak ukrop. W Turcji bywa dość gorąco, zwłaszcza w rejonach oddalonych od morza. Dla równowagi zimą temperatura sięga tam -40 stopni.

W – jak wysoki krawężnik. Dowodzi tego, że w Turcji nie ma wielu rzeczy na literę W, albo krawężniki są naprawdę wysokie. Druga odpowiedź jest bliższa prawdy. W mniejszych miastach przejście przez ulicę przypomina nieco wspinaczkę. Na literę W co prawda zaczyna się też wiza, ale jej uzyskanie jest tak banalne, że nie warto nim zaprzątać sobie głowy. 20 dolarów i po sprawie.

Y – jak Yeni Raki. Anyżowy, narodowy napitek Turków. Tak, ma procenty. Tak, wiadomo co islam mówi o procentach. Pijemy, mieszając pół na pół z wodą.

Z – jak zabawa. A jeśli zabawa, to przy tureckiej muzyce. Przy świdrujących dźwiękach tulumu i zurny. Czasem podlanych dyskotekowym beatem, ale wciąż bardzo tureckich. I bardzo dobrze!

Dodaj do:

Wykop    Gwar

Komentarze

avatar Tereska
0
 
 
Świetne spostrzeżenia... Przeżyłam to wszystko. Właśnie wróciłam z Turcji i jestem zachwycona. Przywiozłam miłe wspomnienia, piękne zdjęcia, płyty z fantastyczną turecką muzyką, a zostawiłam tam cząstkę swojego serca...
Imię/nick *
Email (dla weryfikacji i odpowiedzi)
URL
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
Anuluj
Imię/nick *
Email (dla weryfikacji i odpowiedzi)
URL
Kod   
ChronoComments by Joomla Professional Solutions
Wyślij komentarz
 
statystyka