|
L jak Laponia - czyli nowy serial; część I: gościnność |
|
|
|
|
Wpisany przez Kamila Kielar
|
|
Sobota, 15 Sierpień 2009 18:38 |
|
Startujemy z nowym serialem i tym samym wracamy w północne tereny - dziś będziemy wpadać do Lapończyków na kawę, na pogaduchy, na wycieczkę rodzinną, na noc i na przyszłoroczne wakacje.
Mieszkańcy Laponii słyną ze swojej otwartości, uprzejmości i niezwykłej gościnności. Ale możemy być tutaj co roku, a i tak nas będzie co roku to zaskakiwać. Pewnie, że wyruszając do Laponii warto mieć ze sobą namiot, bo z pewnością się przyda, zwłaszcza, że tu można legalnie się rozbić "na dziko" w każdym miejscu, które tylko się nam spodoba (poza cziymś ogródkiem, rzecz jasna). Ale najprawdopodobniej się okaże, że nie będziemy go tak często stawiać, jak nam się na początku wydawało. Oczywiście, jeśli nie będziemy unikać spotkań z miejscowymi.
Na kawę zaproszenie można dostać po dosłownie 500 metrach jazdy na stopa. Zwłaszcza w Finlandii, która jest na drugim miejscu na świecie w ilości wypijanej rocznie kawy. Kawa ma oczywiście szersze znaczenie, w tym słownie może zawrzeć się i piwo (uwaga na paskudne Lapin Kulta!) i wódeczka. W Laponii można znaleźć dobre promocje i dostać kawę z oponką już za pół euro. Kawa może nie jest wyjątkowa, ale ma tę zaletę, że jest na tyle słaba, że można ich bez problemu wypić kilka dziennie - akurat z prawie każdym nowo poznanym. Aha, nie szukajcie takich promocji w Norwegii.
Pogaduchy? Z niemalże każdym spotkanym po drodze. Czy to z babinką zbierajcą maliny moroszki - lokalną specjalność, a zarazem relikt epoki lodowcowej - czy to z kelnerką z warkoczykami w restauracji, gdzie serwują między innymi pizzę z reniferem. Jasne, że skandynawska powściągliwość jest przysłowiowa i wszyscy z południa się z niej śmieją. Ale tym bardziej w ciekawy sposób współgra ona z tą niezwykłą otwartością.
Na wycieczkę rodzinną można się załapać podczas stopowania. Może się okazać, że całkiem z rana trafimy na niesamowitą rodzinkę, z którą spędzimy potem cały dzień odwiedzając miejsca, których wcześniej w ogóle nie planowaliśmy. I jeszcze wykąpiemy się w wodospadzie w najbardziej północnym koniuszku Norwegii. Historie rodzinne gratis.
Zaprosznie na noc można dostać równie prosto, co zaproszenie na kawę. Wystarczy stanąć na 15 sekund (!) na czyimś podjeździe przed domem, a już dach nad głową i brak komarów przez noc zapewniony. Ba, zapewniona też kolacja i śniadanko dnia następnego. Oraz specjalna wizyta kolegi, oglądanie zdjęć z życia Samów, rozmowy o hodowli reniferów i kawa, oczywiście. A po powrocie do kraju na koncie na Facebooku macie dwa nowe zaproszenia. Od Samów, którzy poza reniferami i połowem ryb na Svalbardzie mają czas na surfowanie po Internecie. Podczas pobytu w lokalnym domu można też się nauczyć wyrabiać lokalne specjały. Takie jak pulla, na które przepis wkrótce w naszym serialu.
A co z miejscem na przyszłoroczne wakacje? Wystarczy powiedzieć, że dziś nie możecie zostać na noc, ale pewnie niedłuigo wrócicie do Laponii. I w ten sposób lista przyjaznych adresów w Laponii się wydłuża. Po kilku dniach można mieć tu więcej znajomych gotowych spędzić z nami swój czas niż w rodzinnym mieście.
To niesamowite uczucie, jak podczas podróży wszyscy naokoło ufają przybyszowi z innego kraju, jak się potrafią otworzyć i dzielić. Mamy się czego od nich uczyć.
Dodaj do:
|
Komentarze
Do Krzysia ;) Otwarcie na ludzi? Otwarcie na Finow? To romantyka. Do Laponii pojechalam pociagiem, w ramach wycieczki studenckiej, z Helsinek, i byl okres, ze bylam zakochana w Laponii, Finlandii ... przeszlo mi na szczescie, teraz kocham Hiszpanie ;))))